Wrażenia z Pyra Trail mogę opisać kilkoma dobrymi słowami. Przedewszyskim świetna organizacja, bardzo pomocni ludzie, trasa dość wymagająca przy opadach deszczu.

Dla mnie były to ostatnie zawody w 2020 roku w formule samowystarczalności. Październik to jednak miesiąc gdzie dzień już jest dość krótki oraz pogoda dość niepewna.

Ogólnie trasa liczyła 270KM, z czego zdecydowana większość leśnymi scieżkami, polnymi trasami oraz wałami. Betonu na trasie było bardzo mało.

Główną trudnością wyscigu był szybko kończący się dzień w połowie października, tak więc nie było szans na dojechanie do mety „za dnia”. Trzeba było być przygotowanym na nocną jazdę. Dodatkowo było dość zimno jak na październik, w nocy 3 stopnie na plusie oraz przelotny descz w ciągu dnia.

„Przelotne opady”

Jak zwykle podczas zawodów bardziej „Ultra” ludzie spotykani na trasie byli super mili i pomocni. Ostatnie dwie godziny nocne przejechałem z parą która miała problemy z trasą i nawigacją – wgrany stary ślad GPX. Więc resztę przejechaliśmy razem. Już raczej o ściganiu nikt nie myślał, raczej o dojechaniu do mety.

Finisz osiągnięty po godzinie 3 nad ranem. Meta była świetnie zorganizowana, z genialnym jedzeniem, wspólne zdjęcia oraz umycie roweru w pakiecie. Jeżeli ktoś się zastanawia na zapisaniem na przyszłe edycje to polecam serdecznie 🙂

Krótkie podsumowanie:

Pozdrawiam 🙂

Szymon

Kategorie: Zawody

0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *